WYPRAWY WĘDKARSKIE część 2

W drugiej opowieści o organizowanych prze zemnie szkoleniach i wyprawach, przyblize fotorelacje z kliku dziesięciu wypraw w ostatnich latach. Uczestnicy tych  niezapomnianych spotkań, obfitujących w ryby, wspaniałe widoki, atrakcje przy ognisku i kominku, do dziś wspominają w telefonach i mailach DZIADKOWE szkolenie. Pierwsze wyprawy odbywały się na pożyczanych od rybaków łodziach. Przypominające wczesne lata 60 drewniane łodzie mimo , że ważyły  ponad 200 kilogramów zabierały swobodnie 4 osoby i dzielnie trzymały się na najwyższych falach.  Trzeba przypomnieć, że zbiornik Orawa jest pośród gór, a tam pogoda potrafi się zmienić w ciągu 15 minut.

104_0489

Ten węgorz połakomił się na PREDATORA MANSA o kolorze herbata z pieprzem, a sandacze w siatce na LAMINATA BABY. Takich okazów dostarcza to wspaniałe łowisko. Ryby po przez lata zmieniały swoje upodobania do kolorów gum, oraz miejsca gromadzenia się, oraz żerowania. Mimo, że mam w GPS ponad 150 namiarów, to już od kilku lat niektóre z nich  są kompletnie nie aktywne. Miejsca żerowania drapieżników,  uzależnione są od ilości i wielkości pokarmu,  jego występowania, poziomu wody oraz pory roku. Od tych czynników są jeszcze odstępstwa. W górach po ulewnej burzy, warto wypłynąć nawet na godzinę, gdyż żerowanie drapieżników jest rewelacyjne.Po niżej foto po burzy i złowiona  osobiście  kolacja dla uczestników wyprawy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To połów za 1 godzinę . Bez wypływania, na chodzonego po brzegu. Okonie były w amoku , biły na powierzchni wody nawet w ćmy które wpadły tam podczas burzy. Maleńkie rybki chowały się po kilka sztuk pod kamieniami, a okonie tylko czekały, aż wyskoczy jakaś  na  rekonesans.

Takich przygód z żerującymi drapieżnikami po załamaniu pogody,  było znacznie więcej. Na jednej z wypraw przez 5 dni panowały potworne upały, koledzy wyglądali na łódkach jak ,,legia cudzoziemska”. Temperatury w ciągu dnia dochodziły do 35 stopni Celsjusza , osobiście nabawiłem się porażenia słonecznego. Rybom to nie przeszkadzało , na fotografiach poniżej wyniki połowów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W kolejnych opowieściach o wyprawach przybliżę , warunki uczestnictwa i możliwości wyjazdu na wspólne wędkowanie. Czasami, nawet gdy ryby nie biorą, czas spędzony z ludźmi o takich samych zainteresowaniach,  jest równie ważny i cenny.

Reklamy

ZANĘTY – PRZYWOŁUJĄCE I POBUDZAJĄCE część 6

Kolejny wykład przysparza tylu problemów, co i je sam rozwiązuje. W poprzednim odcinku opisywałem test z kulkami zanęty, o różnym zapachu (kolendra). Jest to pierwszy przykład na to,  że stare książki i poradniki wędkarskie mijały się z celem. Po prostu wszystkie zapachy i smaki są przywołujące lub odstraszające.  Prażone otręby dodane do czarnej ziemi torfowej, będą przy połowie sieji  z pod lodu, doskonałym środkiem przywołującym. Naturalne kakao dodane w niewielkiej ilości (uwaga silnie skleja) do zanęty uklejowej, bardzo szybko  przywoła ryby i pobudzi do dalszego żerowania z uwagi na fakt, że pobudza pracę jelit i jest środkiem przeczyszczającym. Takie samo działanie wykasuje mielony migdał podany do zanęty na krąpie. Mielony słonecznik z łuską(drobno zmielony) powoduje po przez swoją pracę pod wodą działanie przywołujące. Tak można wymieniać jeszcze w nieskończoność  wiele składników. Do najlepszych zaliczyłbym pieczywa fluo,  zwłaszcza czerwone i żółte. Mączka rybna w zanętach na duże ryby, lub do ,,wygrubienia” ryb (selekcja) . Nie zalecam stosowania w czystych wodach oraz w zimnych porach roku, ma wtedy działanie odwrotne czyli odstraszające. Mączka albuminowa przy zanętach karpiowych. W niektórych łowiskach w Polsce rewelacyjny jest mielony mak podawany do zanęt uklejowych.  Ryby  stają się mniej ostrożne i sa dosyć pobudzone. Proszę pamiętać, dajemy  nie więcej niż 5%. Podsumowując temat jeszcze raz podkreślę, że większość składników zawartych w zanęcie, czy taniej czy drogiej ma właściwości i pobudzające i przywołujące.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

WPISY I PYTANIA NA BLOGU ,,DZIADKA”

Jako, że pojawiają się na moim blogu ,,dziwne” wpisy. Nie dotyczące, ani mojej skromnej osoby, ani też ogólnie pojętego wędkarstwa. Zamieszczam na zasadzie kopiuj -wklej, moja odpowiedź na jeden z wpisów.

Cytuję:

Nie mam pojęcia , dlaczego na moim prywatnym blogu mam działać jako rozjemca? Proponuję przeczytać uważnie moje wykłady, może kolega trafi na coś ciekawego lub gotowego do zastosowania od zaraz. Ja poświęciłem na zdobywanie doświadczeń wędkarskich ponad 40 lat. Nikt mi nie pomagał i nie podpowiadał. Jeżeli jest możliwość pogłębienia wiedzy bez ponoszenia kosztów, lub długich lat doświadczeń, to moim zdaniem warto korzystać. PRYWATNY BLOG – udostępniony ogółowi internautów, nie jest forum wymiany zdań na zasadzie polemik i ,,pyskówek”. Tutaj obowiązuje kultura i zasady obopólnej wyrozumiałości.
Liczę , że uczestnicy będą każdy swój wpis umieszczali po wnikliwym namyśle.
Proszę koleżanki i kolegów o merytoryczne i tematyczne wpisy. Odpowiem na najtrudniejsze pytania, o ile będę znał na nie odpowiedź. Liczę na wiele wpisów, pytań i kulturalne wypowiedzi – DZIADEK

ZANĘTY – ZAPACHY część 5

Po przeczytaniu tego odcinka zapewne wielu z czytających,  albo przestanie odwiedzać mojego bloga, lub zacznie łowić ryby, a nie rozglądać się po bokach skąd tak pachnie. W dobie aromatów syntetycznych, wszystkiemu można nadać pożądany zapach. Gdy wiele lat temu, zostałem zaproszony do wytwórni aromatów, podano mi pieczonego kurczaka o zapachu czekolady.  Moje oczy podpowiadały mózgowi zapach pieczonego  mięsa drobiowego,  natomiast nos przekazywał do kory mózgowej wręcz inna informację. Wypadkowa była taka, że nie dotknąłem nawet kawałka pięknie wyglądającego udka. Podano mi szklankę zimnej wody abym wypił tylko jeden łyk, a następnie podstawiono do wąchania aromat cytryny, mimo,  że nie widziałem owocu dostałem takiego ślinotoku w ustach,  że nie nadążałem przełykać produktu moich gruczołów. Wielkie centra handlowe rozpylają atomizerami elektronicznymi przyjemne zapachy (przeważnie wanilię), człowiek czuje się przyjemniej i dłużej się kręci wokół regałów.  Zapachy towarzyszom  nam,  oraz zwierzętom przez całe życie , jedne lubimy innych nie tolerujemy. Czy zastanawialiście czego lin czy karać uwielbia zapach czekolady ??? Przecież nigdy z tym zapachu nie miał do czynienia(za wyjątkiem zanęty). Przez dwa tygodnie wrzucałem codziennie obok pomostu,  po jednej małej gałce zanęty. Pierwsza miała zapach wanilii , druga była o zapachu kolendry. Wrzucałem o różnych porach dnia, aby nie przyzwyczajać ryb do określonej pory. Pierwsze dwa dni pierwsze ryby pojawiały się przy gałce waniliowej i były to płotki do kolendry przychodziły małe leszczyki , ale po 15-20 minutach.  Czwartego dnia, w obu zanęconych miejscach, były ryby pojawiły się po 5 minutach,  ale gatunki były wymieszane  , zarówno w jednym polu zanęcony jak i w drugim były(maleńkie wzdręgi, płotki i leszczyki). Po 10 dniach, po stronie pomostu nęconej kulką zanęty z kolendrą,  po 5 minutach  były małe leszczyki,  po 20 minutach  egzemplarze leszczy po 25 centymetrów ( tak było do końca doświadczenia). Przeciwległa strona, nęcona przez dwa tygodnie kulkami waniliowymi  nadal obfitowała w małe rybki z różnych gatunków.

W ten sposób, ponad 25 lat temu przekonałem się doświadczalnie, że kolendra to leszcze lub leszczyki. Inne doświadczenia z zapachami, przyniosły na jednych z mistrzostw Polski porażkę w pierwszej turze całej naszej drużynie. To co sprawdzało się wszędzie, położyło na łopatki całą ekipę. W nocy elektrownia spuściła gorącą wodę i nasz intensywny atraktor stał się straszakiem. Ryby mieliśmy wszędzie, ale nie w zanęcie stroniły od miejsca zanęconego po 3 metry. Drugą turę wygraliśmy, łowiąc jasną ziemią pól na pół jasna wiążąca i jasną rozpraszająca a każda gałka była panierowana delikatnie wanilią w proszku (oczywiście z dżokersem). Ten zapach dał nam klubowe mistrzostwo Polski na kanale Szymońskim w pobliżu Mikołajek. Ten sam zapach , dał dwukrotnie mistrzostwo Polski podlodowe, na różnych od siebie wodach. Czyli nie można powiedzieć,  że zapachem wygrywa się zawody –  głowa wygrywa. Kolejny przykład, to klasyka stosowania zapachów i aromatów podczas zawodów. Przez dwie godziny mam tylko jedną płotkę i przegrywam z całym sektorem. Podałem zanętę o delikatnym zapach wanilii i kolendry, a tu 44 zawodników trzepie mi skórę, aż piszczy. Biorę kubek zanętowy, szykuję trzy małe gałki zanęty i  polewam je aromatem migdałowym. Zapach był tak mocny , że sąsiedzi zaczęli rozglądać się na prawo i lewo kto tak zasmrodził okolicę . Po zanęceniu pierwszy wyjazd zestawem i leszcz 1,5 kg. Kolejny wyjazd zestawem pudło , zmiana ochotki na haku,  wyjazd i kolejny leszcz 2 kg. Pomyślałem ale będzie jazda ,a tu upssssss. Do końca zawodów nie miałem brania . Skończyłem na 5 miejscu dzięki wiedzy, że już kilka razy w karierze takim chwytem z przesadzeniem z zapachem miałem duże ryby – ale bardzo krótko. Zachęcając do eksperymentowania z zapachami, przestrzegam z przesadą w ich podawaniu. Zawsze można dosypać lub dolać. Wyjąć z zanęty,  już się nie da. Dla ufających mojemu doświadczeniu podam, co stosuję i na jakie wody oraz ryby.

Kolendra – leszcze małe i średnie

Kolendra z wanilią – uniwersalny z przewaga małych leszczy i krąpi

Karmel z wanilią – duże leszcze i płocie czasami karpie

Czekolada z wanilią – liny i karasie

Cynamon z goździkiem – leszcze krąpie

Miód z wanilią –  karpie i brzany

Truskawka i poziomka – karpie

Bazylia –  leszcze

Kurkuma –  płoć i jaź

Pamiętajcie nigdy nie należy mieszać zapachów korzennych z owocowymi . Wanilię można mieszać ze wszystkimi zapachami. Zimowe zanęty powinny być uboższe zapachowo. W zanętach uklejowych doskonałym zapachem  jest coco belge , czasami delikatny migdał.