ZIEMIE – GLINY część 1

Temat rzeka. Zanim rozczaruję was, a może nie rozczaruję – tylko oświecę, opiszę trochę historii. Pierwsza ziemia której użyłem w swojej karierze zawodniczej pochodziła znad Wisły. Były to czasy, gdy pojęcie zanęta w sprzedaży (czyli w sklepach) nie istniało, tym bardziej ziemie i gliny. Przed zawodami, po wylosowaniu bardzo szybkiego odcinka rzeki, poszedłem na wylewisko Wisły, po oderwaniu darni i 20 centymetrów piachu, pojawiła się ciężka i kleista ziemia przypominająca kolorem cement, Nabrałem jej do pojemnika brezentowego i zalałem wodą, po uzyskaniu konsystencji śmietany dodałem przygotowaną wcześniej w domu zanętę. Tak rozpoczęła się moja przygoda z glinami i ziemiami. Wielu z pośród kolegów producentów ,,mieszanek” ziemi, dwoi się i troi, by ich asortyment przypominał sklep obuwniczy – dużo, kolorowo, w różnych fasonach, rozmiarach i cenach. To nie tędy droga !!!!

Pisałem wielokrotnie o prostocie, która powinna obowiązywać w wędkarstwie, pisałem o dyscyplinie, pisałem o perfekcji i wędkowaniu ze zrozumieniem. To są podstawy wędkarstwa. Z  glinami i ziemiami jest podobnie jak z zanętami i składnikami z których wykonuje się dobre mieszanki. Podczas wielu lat miałem okazje ,,przełowić” na treningach i zawodach większość minerałów dostępnych na rynku krajowym i zagranicznym. Do wniosków doszedłem bardzo szybko, zajęło mi to zaledwie cztery lata. Teraz to, co zaskoczy większość czytających , lecz nie moich uczniów lub osoby, które miały dłuższą styczność z moją skromną osobą.

STOSUJĘ TYLKO TRY RODZAJE ZIEMI + ŻWIR + PIACH + BENTONIT. NA TYM KONIEC !!!!!

Tu mógłbym  zakończyć temat i pozostawić was na ,,lodzie”. Dziadek tak nie robi, w swoich wpisach o ziemiach pomogę, wyjaśnię wszelkie sposoby.

Dalszy ciąg nastąpi …….

 

NIE SAMYM WYCZYNEM CZŁOWIE ŻYJE

Przybliżę wam jesienną wyprawę w 2013 roku na  na Orawę. Spędziłem tydzień testując nowe miękkie przynęty RELAXA. Odwiedzili mnie moi koledzy Patryk, Robert, Grzegorz oraz Marek. Wprawdzie przyjechali tylko na trzy dni , ale obiecałem, że ryby będą i kolacje ze smażonym okoniem i sandaczem w śmietanie z pieprzem. Wiedząc o tym,  że będę miał gości wypłynąłem tuż po wschodzie słońca. Zacząłem od stromego stoku ( uskok z 3metrów na 7 metrów)w pobliżu przystani, z której codziennie wypływam. Pierwsze kilka rzutów i jeszcze w szarości poranka, ląduje w łódce piękny garbus. Pokusił się na kopyto przeźroczysty seledyn z brokatem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kolejne rzuty, sygnalizowały charakterystycznymi drobnymi skubnięciami obecność w łowisku okoni. Złowiłem kilka małych 20 centymetrowych ale nie tych szukałem. Odpaliłem silnik i popłynąłem na swoją ,,bankówkę” nazwaną na GPS ,,DOBRE”. Z tego miejsca, mam wyholowane wiele pięknych rybek. W drodze na odległe o 2 kilometry łowisko , mijałem stadko około 200 sztuk spławiających się karpi , każdy około 5-8 kilogramów. Piękny widok. Mimo kilkunastu wykonanych zdjęć na żadnym nie było widać wielkich karpiowych garbów. Po dopłynięciu już po trzecim rzucie holuję  sandacza, ale praca kija wskazuje ze jest to ,,młodzież”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sandacz wypuszczony a już aparat fotograficzny uwiecznia kolejnego ładnego okonia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kolejne rzuty i kolejne okonie jedne mniejsze inne do siatki(przecież trzeba głodnych kolegów wyżywić). Kilka fotografii wykonanych w trakcie łowienia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po serii okoni , nadeszła godzina sandaczy. W przeciągu 45 minut , mętnookie wykazywały się przyzwoitą aktywnością. wyholowałem 10 sztuk, w tym 4 sztuki powyżej 1,5 kilograma.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Akurat ten zassał gumę razem z główką. Większość ryb , mimo delikatnego brania ( z głębokości 10 metrów) miała przynętę połkniętą w całości. Nic nie może wiecznie trwać , to tez sandacze przestały zerować i brania się skończyły. Teraz trochę nauki dla kolegów po kiju. Nie pływajcie z miejsca w miejsce co 10- 15 minut . Nie zmieniajcie często miejsc . Sandacze, okonie i szczupaki są na swoich stałych żerowiskach zarówno w okresie dnia jak i nocy, Przemieszczanie się sandaczy odbywa się na głębszych zbiornikach wraz z zapadnięciem zmroku . Wtedy to, część z nich odbywa wędrówkę w pobliże brzegu w celu polowania na drobnicę, która się tam nocą gromadzi . Przed świtem powracają na żerowiska dzienne, na górne ranty stoków lub podnóża stoków. Wszystko uzależnione jest od ciśnienia atmosferycznego  i  położenia termokliny. Podczas wielu wypraw poświęcam jeden cały dzień na obrzucanie tylko jednego miejsca. Nigdy nie wróciłem bez brań lub ryb. Przychodzi pora lub warunki atmosferyczne i ryby zaczynają atakować. Pojawienie się większej fali i okonie stają się bardziej aktywne. Zwiększa się większe oświetlenie łowiska (słońce pada prostopadle na lustro wody i zaczynają się brania szczupaków i sandaczy. Właśnie tego dnia nie zmieniałem miejscówki i po zakończeniu intensywnego żerowania sandaczy nastąpiła godzinna przerwa . Przerwał ją szczupak. który znalazł się na poniższej fotografii. Jako, że w siatce miałem komplet sandaczy- szczupak powędrował do wody.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pojawienie się na wodzie znajomych łodzi straży ochrony przyrody, zapowiadała kilkadziesiąt minut pogawędki. Najpierw obowiązki, zezwolenie (Rybarski Listok), rejestr połowów, wypychać, miarka no i siatka . Oczywiście przypomnieli mi , (mimo że znamy się 10 lat ) że mam już limit sandaczy , a okoni prawie 4 kilogramy jeszcze kilo i limit na dzień wykonany. Oczywiście , najpierw moja kawa z ,,BRENDY”, opowieści o rybach , wędkarstwie – ich BOROWICZKA i tak godzinka miło minęła. Było miło, ale maja swoje obowiązki , a ja wypełnienie limitu. Po godzinie limit się wypełnił, a na wodzie kolejni goście. Byli to moi koledzy , zamiast łowić przez godzinę się witaliśmy ??? Do wieczora poprowadziłem ich po najlepszych miejscach, pokazałem charakterystyczne sposoby prowadzenia przynęty oraz moją metodę na ,,odwrotnego bocznego troka”. Kolejnego dnia już przed wschodem słońca cała ekipa zameldowała się w komplecie na brzegu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak widzicie poranek przywitał nas gęstą mgłą, ale od czego jest nawigacja. Bez tego urządzenia nie ma co szukać na Orawie. Czasami w ciągu dnia, potrafi zza gór zejść gęsta wilgotna chmura i w postaci mgły pozostać nad zbiornikiem , nawet do nocy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tego dnia wędkowanie , było bardzo udane  !!! Wę mgle super brały okonie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po mgle przyszło słońce, okonki, sandacze okonie i tak do wieczora. Efekt- rekord DZIADKA !!! Zaznaczam tylko 10 największych trafiło na patelnię Reszta czeka na tarło i moje kolejne wyprawy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wędkowaliśmy do wieczora, na brzegu czekali zaprzyjaźnieni Słowacy i wieczór został pozytywnie zakończony.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Koledzy wyjechali , a ja kolejne dni spędziłem w pięknej, jesiennej, ciepłej aurze oraz wieloma okazami złowionymi w Orawskiej Prehradzie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Inne rybki z tej wyprawy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W kolejnych wpisach z wypraw , opowiem o metodzie ,,odwrotnego bocznego  troka ”

Dalszy ciąg nastąpi …………………..