PIERWSZA WYPRAWA NA ORAWĘ

Pierwsza wyprawa na Orawę zaczęła się nocnym wyjazdem z Lublina. Po spokojnej trasie za ,,kółkiem” Orawa przywitała mnie wschodem słońca spowitym w porannych mgłach i oparach unoszących się nad wodą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wcześniejszy wyjazd przed wszystkimi uczestnikami wyprawy i szkolenia miał na celu poklejenie zniszczonej jesienią łodzi marki VIMBA.  Mówi ,,dobry zwyczaj nie pożyczaj”- teraz już wiem. całkowicie zniszczone dno i kil łodzi wymagało gruntownego klejenia .

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaopatrzony w szybkoschnące żywice epoksydowe do ekspresowego naprawiania kadłubów jachtów oraz włókno szklane , już z samego rana rozpocząłem remont. W przerwach pomiędzy warstwami nakładanej żywicy wędrowałem po brzegu z paprochami RELAXA w poszukiwaniu okonków. Pierszy mikro okonek pierwszym rzutem .

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Szybko zaobserwowałem dziwne zachowanie u ryb oraz ciszę na zbiorniku. Po zarzucie przynęty na wolne pole odprowadzało ją kilka okoni natomiast tylko jeden lub żaden wykonywał atak. Na powierzchni wody panowała zupełna cisza. Nic się nie spławiało, nic nie atakowało (jedynie wszem obecne bolenie). Nie spławiały się białe ryby ?????  Kolejna warstwa żywicy znalazła się na kadłubie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po złowieniu około trzydziestu okoni postanowiłem potestować zanętę SARS Jaź i Kleń. Wybrałem ją świadomie wiedząc,  że Orawskie leszcze doskonale reagują na jasny kolor, kurkumę i wanilię. Jako dociążenia stosowałem ziemi jasnej wiążącej Vimba.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wymieszaną zanętę wzbogaciłem topionym białym robakiem i zanęciłem trzema kulami w odległości 15 metrów od brzegu na wyraźnym rancie dna. Zarzuciłem zestaw 3 gramowy  odległościówką i zabrałem się za dalsze prace szkutnicze przy łodzi. Po piętnastu minutach podszedłem sprawdzić co się dzieje w zanęconym łowisku. Robaki były nie ruszone ?? Donęciłem małą gałką smużącą , usiadłem na trawie i obserwowałem swój spławik. Po 5 minutach nastąpiło pierwsze branie, maleńki okonek pobrał dwa białe robaki (prawie się nimi udławił). Kolejny rzut i branie bardzo powolne i delikatne. Ale tylko wyssane białe robaki. Kolejne branie wyholowany piękny leszcz (wymiar na SŁOWACJI 30 cm!!!!!).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Donęciłem  i nie zarzucałem zestawu . Zabrałem się za ostatnią warstwę i prace kosmetyczne przy łodzi. Po 15 minutach łódź była gotowa. Pomaluję łódkę  jesienią jak wrócę nad Orawę na sandacze i okonie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wracając do łowienia zastanawiałem się czy jeszcze coś złowię ??? Po zarzucie zestawu zaraz nastąpiło branie ryby. Wyholowałem ładnego leszcza , większego od pierwszego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kolejne minuty upływały na kolejnych braniach (nie zawsze zaciętych ryb). złowiłem łącznie pięć leszczy. Wszystkie brały chimerycznie i długo jak liny, a zacięte były za sam koniec wargi. Żadna z ryb nie połknęła przynęty. Wiedziałem już na pewniaka że wszelkie ryby w wodzie są po okresie intensywnego żerowania i mają tak zwany okres postu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W związku z tym , że przynętę miałem położoną na dnie , nie złowiłem żadnej płotki a dużych płoci w łowisku nie miałem. Zmniejszyłem grunt tak by przynęta była 2 centymetry nad dnem i po chwili holowałem płotkę po płotce (ogółem 20 sztuk)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zmęczony nocną jazdą i pracami nad wodą zapakowałem samochód, oskrobałem nad wodą 20 okoni dwie płotki i jednego  leszcza. Po powrocie do góralskiej chaty zabrałem się za szykowanie uczty powitalnej dla kolegów którzy mieli przyjechać wieczorem i wykupienia  dla nich tygodniowych  zezwoleń ( 71,50 Euro). Usmażone rybki zadziałały na przybyłych zapachem i rumianym wyglądem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wieczorna uczta zakończyła się wieloma wędkarskimi wspominkami i opowieściami DZIADKA (a jest gawędziarzem ). Porankiem nad wodą DZIADEK przekazał uczestnikom wyprawy czapeczki przesłane wspaniałej firmie RELAX. Patryk i Irek pozowali do zdjęcia i wypłynęliśmy na pierwsze sandaczowo okoniowe łowy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pierwszą rybę wyprawy zaliczył Patryk , który był już z Dziadkiem na swojej pierwszej wyprawie jesienią 2013 roku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Za kilka minyt swojego pierwszego w życiu sandacza wyholował Irek nazwany przez nas ,,KUBICĄ” z uwagi na pewne podobieństwo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Pierwszy dzień byłby w pełni udany gdyby mój silniczek JOHANSON nie odmówił posłuszeństwa. Jak zwykle wesoły Patryk wymyślił hasło , że on wskoczy do wody i popchnie łódź. Mimo, iż ostrzegałem o 2,5 kilometra do przepłynięcia on się uparł i popychał płyną . Pytał oczywiście co jakiś czas z jaką prędkością płyniemy ???? GPS wskazywał 0,8 km/h.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rozbawiony Patryk stwierdził , że jak Irek będzie ciągnął w wodzie za cumę a on pchał łódź to na pewno będzie szybciej. Pozwoliłem im na chwilę kąpieli i holowania z szybkością 1,2 km/h ale wykonałem telefon do zaprzyjaźnionych Słowaków którzy mieli nas odholować do brzegu. W pobliżu pojawiła się łódź kolegów z TEAM CRAZY FISHER (w tym miejscu dziękuję za koleżeńskie podejście do tematu i czasowe holowanie do przybycia Słowaków. Tak dobiegł pierwszy dzień , a ja nie sądziłem że jest to początek przygód na tej wyprawie. Wieczorem dojechali Robert i Grzegorz z Lublina którzy byli już ze mną trzy razy na Słowacji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wieczorne wspomnienia i opowieści zakończyły się o świcie. Jednak postanowiliśmy pospać,  stąd wypłynięcie nastąpiło dopiero o godzinie 8 rano za to mocnym uderzeniem Roberta . Wyholował bolenia 80 centymetrów.

ipp

Grzegorz nie był gorszy bo po dosłownie 5 minutach wyholował sandacza a za kolejne 10 minut wymiarowego 56 centymetrów (wymiar na SŁOWACJI 50 CM).

ipp

Na tym napłynięciu nie miałem nawet brania z tego względu popłynęliśmy szukać miejsc gdzie przebywają ryby oraz ich sposobów żerowania. Echosonda wskazywała że drapieżniki mają dwa miejsca przebywania, pierwsze to gwałtowne stoki gdzie ryby były przyklejone do dna , natomiast drugie mnie wręcz zadziwiło ryby stały na płytkich twardych ,,blatach”. Nigdy dotąd (jeżdżę na Orawę 15 lat) tak ryby nie stały. Setki rzutów na gwałtownych stokach, mimo obecności ryb -zero brań. Po dwóch godzinach wybrałem płycizny o głębokości pomiędzy 3,8 m ,a 5 metrów. Ilość brań nieznacznie wzrosła , ale były to w większości brania z tak zwanego przyłożenia. Oznacza to , że ryby nie żerują, a odstraszają przepływające ryby i zarazem przynętę. Właśnie na takich miejscach wyholowałem ładnego okonia ponad 30 centymetrów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dalszy ciąg przygód na Orawie nastąpi ………….