ZIMOWE PORZĄDKI część 3

W kolejnym wykładzie dotyczącym przeglądu sprzętu przed nowym sezonem kilka ciekawych informacji i dodatkowych lekcji z ,,innych przedmiotów”. Bardzo częstym , powiedział bym nagminnym grzeszkiem wędkarzy i zawodników ,   jest ignorowanie zagrożeń i grzech ,,lenistwa”. Dotyczy to niestety też DZIADKA, czasami odkładam coś na inną porę, a następnie budzę się z ręką w ……. . W tym temacie , który dzisiaj opiszę niestety nie ma pół środków. To musicie potraktować poważnie. Ciężarki śruciny i wszelki ołów ulega utlenianiu w tym przypadku pokrywa się nalotem szarym jednak nasz wędkarski ma kontakt z wodą i tu spotykamy biały nalot. Jest bardzo szkodliwy i zdradliwy. Pisałem , że nie łowimy na starych zestawach. Umieszczone na żyłce śruciny nawet , gdy na zewnątrz wyglądają przyzwoicie, to w miejscach , gdzie zaciskaliśmy na żyłce tworzą najbardziej niebezpieczny punkt ,,zapalny” na naszym zestawie. W mikro szparach pozostał ten biały proszek – to nie tlenek to zasadowy węglan ołowiany. Jest niczym ,,pomeks ” lub drobniutki papier ścierny. Każde przesunięcie po żyłce grozi jej przerwaniem  lub w najlepszym przypadku znacznym osłabieniem. Zamoczony w koszu czy skrzynce wędkarskiej śrut czy stile, przeleżały znaczny czas i powstały na nich biały nalot jest niedopuszczalny i bardzo niebezpieczny podczas budowania nowych zestawów. Jak temu zapobiec. Po pierwsze wracamy do początkowych wykładów gdzie pisałem o wykonywaniu zestawów na bieżąco. Po drugie wszelkiego typu problemy z ołowiem musimy natychmiast wyeliminować. Nie warto robić nowych zakupów. Godzina pracy z takim ołowiem i po problemie. Wszelkie ołowie nacinane wysypujemy rozmiarami do szklanki i zalewamy niewielką ilością płynu z kwasku cytrynowego w proszku.

Receptura na taki płyn jest następująca :

– łyżeczka kopiasta kwasku cytrynowego w proszku na szklankę letniej wody, dokładnie wymieszać

Tak przygotowany roztwór starczy na wszelkie ołowie,  które poryły się PbO2 czyli tlenkiem ołowiu lub zasadowym węglanem ołowianym. Każdą porcję czyli rozmiar śrutu moczymy przez około 2 minuty , następnie przesypujemy do starej pończochy i płuczemy w ciepłej bieżącej wodzie. Osuszamy na papierowym ręczniku kuchennym położonym na pokrywce od garnka w którym gotuje się woda. Po całkowitym osuszeniu nasze stile lub śruciny ponownie układamy na suchym ręczniku kuchennym i delikatnie pryskamy znanym Wam już preparatem silikonowym CX 80 . Nie !!!!! DZIADEK nie dostaje żadnych ekstra promocji za reklamowanie tego specyfiku , on po prostu rozwiązuje wiele problemów. Jest stosowany min. w elektronice do zabezpieczania układów elektronicznych i styków. Zapobiega , przez natłuszczenie (neutralnym ) silikonem , przed nadmiernym nawilgoceniem  i tworzeniem tlenków i osadów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Tak wyglądają moje stile które były zakonserwowane w opisany sposób rok temu. Teraz nie wymagają żadnych prac konserwacyjno czyszczących. Te praktyczne rady warto wykorzystać . Nie dotyczy to kolegów , których ciężarki w związku z prawidłowym przetrzymywaniem nie uległy uszkodzeniu.

Pozdrawiam Czytelników DZIADEK

 

LESZCZE Z POD LODU

Różnorodność zimowego żerowania leszczy jest zadziwiająca. Wszystko uzależnione jest od rodzaju zbiornika , miejsca na obszarze Polski. W zbiornikach obfitych w naturalny pokarm ich aktywność jest ograniczona. Zapasy na zimę wystarczą do okresu , wiosennego przyśpieszenia żerowego. Odbywa się to zazwyczaj pod koniec kwietnia, gdy zaczynają wzbogacać organizm przed zbliżającym się tarłem. W zbiornikach jałowych , czyli ubogich w naturalny pokarm lub słabe warunki żerowe leszcze nawet zimą wykazują aktywność. Im mniejsze egzemplarze , tym większy apetyt charakteryzuje  ich dobowe odżywianie . Jednak zaobserwowałem przez lata , że te duże leszcze potrafią również wykazać się dobrym apetytem , jeden podstawowy warunek – musimy zachowywać się jak ,,indianin ” bezszelestnie.

Podstawowa różnica z letnim podejściem do zanęconego miejsca polega na ich bardzo dużej ostrożności oraz dłuższym  czasem rozpoczęcia  żerowania.

leszcz 1

Znając rybostan łowiska , zwłaszcza wielkości występujących leszczy możemy z pewnością określić sposób nęcenia. Mniejsze leszcze żerują bardzo często ze stadami płoci lub krąpi. Reagują na zanętę – zwłaszcza smugę . Ochoczo podchodzą do podawanego luzem dżokersa. Jedynie dni z ogólnie słabym żerowaniem wszelkiej ryby powodują , że nawet te małe leszczyki nie mają apetytu. Z dużymi leszczami jest juz znacznie trudniej. Podstawa to cierpliwość odpowiednio wcześniej zanęcone miejsce i odpowiedni towar. Do zanęty ich nie przywołamy. One potrzebują mięsa, dobrej ochotki i dżokersa podanego w ziemi. Podawane mięso powinno znaleźć się w zasięgu naszej mormyszki lub haczyka. W głębszych zbiornikach proponuję podać wszystko z podajnika. W płytszej wodzie możemy to uczynić nęcąc większymi kulami . Podstawa zarówno przy nęceniu podajnikiem jak i z ręki jest taka , zawsze podawane mięso zawarte w ziemi ma utworzyć na dnie dywan z wystającymi z niego dżokersami i ochotkami. Nigdy nie podajemy sklejonych lub wolno rozmywających się kul. Tak czy inaczej będziecie musieli uzbroić się w cierpliwość gdyż na brania dużych leszczy trzeba ,,troszkę” poczekać. Ich ulubioną porą w okresie zimowym podczas połowów podlodowych jest późne popołudnie lub zmrok. Wykazują się wówczas największą aktywnością. Kolejna uwaga, nie stukajcie nie przesuwajcie po lodzie wszelkich przedmiotów. Te największe leszcze są bardzo płochliwe. Podczas zawodów ustawienie się tyko nałowienie leszczy dużych jest ryzykowne i wymaga po pierwsze , trafienia na ich miejsce przebywania , po drugie zainwestowania znacznej ilości mięsa na zanęcenie takiego otworu. Z praktyki zawodniczej podpowiem Wam jedno . Większe leszcze podczas zawodów były to przyłowy przypadkowe podczas łowienia innych ryb. Oczywiście są łowiska obfitujące w grube leszcze  i nie mają konkurencji w postaci drobnicy. Tam łowienie na litoralu zawsze daje pozytywne efekty.

Leszcze zimowe lubią świeże i dobre mięso , o tym nie należy zapominać szykując się na podlodowe wyprawy. Leszcze duże pobierają podaną przynętę na haczyku czy mormyszce z dna. Mniejsze w zakresie od dna do nawet 1 metra nad dnem. Doskonałe wyniki daje łowienie na spławik z przynętą umieszczoną na dnie. Bywało , że siedziałem do zupełnej ciemności i świecąc latarką na spławik obserwowałem jak subtelnie wynurzał się podczas podnoszonego brania. Czekając na przyjście do zanęconego miejsca większych leszczy zawsze można łowić nad dnem mniejsze ryby, nęcąc ich prószeniem czystą ochotką. Myślę , że teraz wielu z Was złowi swoje pierwsze duże leszcze , cierpliwie pilnując jednego zanęconego otworu.

Pozdrawiam Wszystkich DZIADEK